Dlaczego zawodnicy nie wiążą się z klubami na wiele lat? Co robią kluby, że gracze tego nie chcą?

Co jakiś czas, w różnych sytuacjach, pojawiają się głosy że siatkówka, to nie to co kiedyś. Że teraz zawodnicy nie są związani z klubami na lata, a dążą jedynie do zarobienia jak najwięcej pieniędzy. Oczywistym jest, że siatkówka, to inna gra niż 20 lat temu. Zarówno pod kątem sportowym jak i wszystkim co dzieje się dookoła boiska. Obserwując ten sport z różnych perspektyw, widzę jednak pewne kwestie nieco szerzej. Szczególnie wiele dała mi ostatni rok pracy jako skauta w Asseco Resovii Rzeszów. W niej właśnie analizowałem motywacje graczy i czynniki, które mogłyby ich skusić do zmiany klubu. Zaskakujące było jak niewielu chciało zmienić klub, a jeszcze mniej na mojego poprzedniego pracodawcę. Jakie czynniki wpływają zatem na decyzje graczy?

Zacznę od tego, co zapewne jako pierwsze przyszło Ci do głowy. Pieniądze. Oczywiście, że w wielu przypadkach jest to czynnik wiodący. Nie jest jednak prawdą, że jedyny. Pewien klub w PlusLidze chciał płacić naprawdę ogromne pieniądze (więcej niż było to zasadne), jednak mnóstwo graczy odmówiło. Wracając do kwestii pieniądza, spójrzmy dookoła. Jestem za młody żeby to pamiętać, ale z opowieści wiem, że 30, 40, 50 i więcej lat temu nikt nie zarabiał kokosów i wszyscy żyli podobnie. Dzisiaj rozstrzał między grupami społecznymi jest większy. W sporcie również pojawiło się więcej pieniędzy, które są kuszące. Gdy ktoś zarzuca zawodnikowi X, że zmienił klub dla pieniędzy, zastanawiam się czy mój rozmówca nie zrobiłby tego samego, gdyby zaoferowano mu więcej pieniędzy na tym samym stanowisku w innej firmie. Zazwyczaj wydaje mi się, że nie miałby skrupułów. Podobnie jest z graczami…

A dawniej (podobno) było tak, że kluby może i nie miały wielu funduszy finansowych do zaoferowania. Jednak szeroko pojęte społeczności odpłacały się graczom w innej formie. W miastach akademickich można było liczyć na spokojnie odbyte studia. Za grę stypendia, a za wyniki sportowe mieszkania lub działki, gdzie się osiedlano. Taka była praktyka i właśnie ona pozwalała graczom “zapuścić korzenie” w danym miejscu. Gdy siatkówka stała się bardziej biznesową dyscypliną sportu, takie praktyki się skończyły.

W ostatnich latach przyspiesza ubiznesowienie siatkówki. Wielu prezesów patrzy na ten sport jak na biznes. “Wydać mniej, osiągnąć więcej” albo “wydam więcej, to osiągnę więcej”. W sporcie jednak tak to nie działa. Można wydać miliony monet i zająć ostatnie miejsce. Można stworzyć niskobudżetową drużynę, a w niej świetną atmosferę i być na samym szczycie tabeli. Prezesi i osoby zarządzające boją się jednak podejmowania długoterminowych decyzji i wolą nie ryzykować długoletnich kontraktów. Dlaczego tak jest? Sponsorzy widząc nieskuteczne ruchy prezesów i trenerów, zmieniają ich jak rękawiczki. Szczególnie tych drugich. Świadomie napisałem “nieskuteczne” zamiast “złe”, bo moim zdaniem złe są rzadkie. Nieskuteczne są efektem niedopasowania charakterów i oczekiwań.

Nie ma długich kontraktów z jeszcze jednego powodu. Sponsorzy nie chcą deklarować swojego finansowania na wiele lat. Gdy nie ma takiego długoletniego planu wsparcia, nie można budować spójnej linii tego co robimy w tym sezonie, za rok i za pięć lat. Dzisiaj możemy mieć jeden z wyższych budżetów w lidze, a jutro może nas nie być (Szczecin).

Trenerzy mają (albo powinni mieć) zasadniczy wpływ na dobór zawodników. Dlaczego? Po to, żeby byli pewni, że Ci gracze sprawdzą się w ich założeniach siatkówki i systemach gry. Nie każdy gracz pasuje do danego trenera. I tutaj natrafiamy na pewną zmianę w stosunku do ubiegłego wieku. Według Wikipedii (mam nadzieję, że się nie myli), AZS Olsztyn od roku 1979 do 2000 (21 lat) miał trzech trenerów. W latach 2000-2020 (20 lat) szesnastu (sic!). Gdy trener zmienia się średnio co 15 miesięcy, nie jest w stanie budować drużyny dopasowanej do własnych preferencji. Przychodzi kolejny trener i postanawia zmienić graczy. Taki sposób funkcjonowania jest normalny w dzisiejszych realiach i to nic złego. Wyklucza jednak powrót do tego co było dawniej. Żeby gracze byli w jednym klubie 10-15-20 lat.

Niejednokrotnie jest tak, że różne cele przyświecają zawodnikowi, a inne klubom. Gdy klub znajdzie solidnego sponsora, nagle siatkarz, który przez ostatnie lata był “przyszłością klubu”, staje się rezerwowym lub nawet zbędnym ogniwem, ponieważ zmieniły się cele. Bywa i w drugą stronę. Gdy zawodnik zaczyna grać naprawdę solidnie w słabszym klubie, ambicja nakazuje mu pójście po wyższe cele, których z tym klubem i kolegami na boisku nie jest w stanie osiągnąć. Pojawiają się wtedy pomysły na zmiany. O ile zawodnicy z reguły zmieniają swoich pracodawców po zakończeniu kontraktu, o tyle kluby coraz częściej nie mają skrupułów, żeby zrywać postanowienia znacznie wcześniej, szczególnie między sezonami w trakcie trwania umowy.

Wracając jeszcze do tematu pieniędzy, warto wspomnieć o tym co jest tematem tabu. Nawet na najwyższym sportowym poziomie, istnieje spory odsetek klubów, który boryka się z problemami finansowymi i nie płaci, lub płaci nieterminowo swoim graczom i trenerom. Ta sytuacja miała miejsce także przed koronawirusem. Nie tylko za granicą ale i w Polsce! W tym czasie gracz musi płacić podatki i często żyć w obcym mieście.

Kariera sportowa siatkarzy jest względnie krótka. Na najwyższym poziomie funkcjonują około 15 lat. Pamiętajmy też o sporym ryzyku kontuzji. W tym czasie muszą bardzo rozważnie wybierać ścieżki swojej kariery. Na graczy czyha wiele zagrożeń.

Jest jeszcze jedna obserwacja, która od lat siedzi w mojej głowie. Pisałem o niej już w tym artykule. Mianowicie, lokalni ludzie chętniej i dłużej działają w “swoim” klubie. Wielu członków sztabów szkoleniowych i graczy mieszkających na stałe w danym mieście decyduje się na zostanie bliżej rodziny i przyjaciół niż podróżowanie. Jest jednak minus z tym związany. Bardzo często te same kluby traktują lokalnych ludzi jako możliwość podpisania kontraktu z nimi za mniejsze pieniądze. W taki sposób starają się korzystać na niechęci do przeprowadzek i przywiązaniu do miejsca.

Dzisiejszy wpis jest bardzo chaotyczny, a poruszone tematy pojawiły się w sposób nieuporządkowany i niepołączony. To dlatego, że pisałem z głowy i na gorąco. W tym wpisie celowo nie wymieniałem nazwisk, chociaż do każdego punktu mógłbym wymienić kilka przykładów, których byłem bezpośrednim świadkiem lub nawet stroną. Zbierając to wszystko o czym napisałem i jeszcze kilka rzeczy, o których nie mogłem napisać, uważam że aby stworzyć więź na linii Kluby-Zawodnicy należałoby poczynić kilka ruchów. Pierwszy z nich to stworzenie atmosfery i dogodnych warunków przez kluby. Jest to temat rzeka i pewnie mógłbym na ten temat napisać kolejny wpis.

Druga ważna kwestia to stanowisko dyrektora sportowego. Osoby na tym stanowisku w porozumieniu z trenerem powinny być odpowiedzialne za dokonywanie wyborów graczy. Ale to właśnie na nich powinna spoczywać największa odpowiedzialność za dobór zespołu i dopasowanie do założeń trenera. Dyrektor sportowy powinien mieć także decydujący wpływ na wybór trenera. Gdy zarząd klubu decyduje się na zmianę pierwszego trenera, to właśnie dyrektor sportowy jest w posiadaniu największej ilości informacji o zawodnikach i do jakiego trenera oni pasują.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Name *